Obserwatorzy

niedziela, 3 sierpnia 2014

Do szpiku kości...



Zdjęcie pochodzi z tej strony

"To jest mój starszy brat Karol"
Tak zaczyna się film "Powstanie Warszawskie"
Kiedy zobaczyłam zwiastun, wiedziałam, że chcę, że muszę, że BEZWZGLĘDNIE  MUSZĘ to zobaczyć.
A młoda młodsza absolutnie powinna.

Zarezerwowałam bilety do kina. Trochę mi ciarki po grzbiecie przeleciały, jak zobaczyłam, że sala w połowie jest już zajęta.
- Hyyy... Zapewne młódź szkolna! Oby wiochy nie odstawili!

Rozpoczął się seans.
Najpierw było tak zwyczajnie - ot dwóch braci - Karol i Witek kręcą film.
- Co robicie, chłopaki?
- Film o powstaniu.
- A my robimy powstanie!

Witek - młody  zbuntowany:
- Ja chcę walczyć!
- Wituś! To ważne! Trzeba będzie to  innym pokazać! - Karol, starszy, stonowany, rozważny i ostrożny.

Filmują "zwykłe", powstańcze życie -  roześmiane młode dziewczyny, chłopców pełnych zapału i rwących się do walki. Początkowe ujęcia są pozowane:
- Dobra! Biegnijcie! No nie! Panie majorze! Nie w kamerę! No znowu!

A później?
Później już nie było pozowania...

Później to już był realizm...
Taki strasznie bolesny, namacalny.
Niby dobrze znany, a jednak wstrząsający do szpiku kości...

"Poszły" napisy końcowe. Nikt się nie ruszył z foteli.
Tak, jakby każdy bał się, że jakikolwiek ruch, gest, słowo sprofanuje to, co właśnie się skończyło.
Absolutna cisza w kinie po skończonym seansie.

Ja: kłąb, gula i uścisk w gardle, łzy.
Ania: płacz.
Młodzież, której zachowania się obawiałam: spuszczone głowy, nie patrzą na siebie, ukryte łzy.
I cisza. Ciągle ta cisza...

Ciężko było wrócić w ten współczesny, plastikowy świat, mając pod czaszką tamten czas - uniesień, nadziei, młodzieńczej naiwności, walki z góry skazanej na niepowodzenie.

Jak miałabym ocenić ten film w skali od 0 do 10?
Nie da się. Nie można oceniać takiej absolutnej, bolesnej prawdy! To nie była fikcja. Tam ludzie naprawdę cieszyli się, bawili,  brali śluby, kochali się,  cierpieli, umierali...
To dramat non-fiction. Bez happy endu.

1 komentarz:

  1. Widziałam i również uważam, że film jest poruszający. Koniecznie trzeba go obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń